logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3

POEZJA

Wojciech Promiński EWA Andrzej Kozdryk
Hieronim Śliwiński
Katarzyna Kluska

Hieronim Śliwiński

Dziewczyna i las

To był chyba maj
gdyśmy szli ścieżkami.
Mieliśmy po szesnaście lat,
Nadzieja i życie
Biegło przed nami.
A wokoło grały ptaki
i wiatr szumiał w sośnie.
Ofiarowałem jej kwiaty.
Przyjęła delikatnie, radośnie,
jak by trzymała kochające serce.
Wtuliła swą twarz
w ten bukiecik wiosny,
a oczy jej patrzyły
wzruszone i wilgotne.
Jej postać krucha
w kwiecistej sukience
była mą radością
nie pragnąłem więcej.
Później było lato
upalne, gorące.
Wieczorem przez las
naszą biegłą ścieżką.
Słońce złociło
Jej cudowną postać.
Była jak boginka lasu
z kwiatem we włosach.
Radość i uczucie
biegło razem z Nią.
Pełen zachwytu stałem,
widok był tak piękny,
że wręcz oniemiałem.
Porwałem Ją w ramiona,
przytuliłem mocno.
Nic nie istniało
tylko Ona, las i lato.
Gdy jesień złota
zawładnęła borem,
zbieraliśmy grzyby,
Borówki, jeżyny.
Podała mi garść słodkich owoców.
Przyjąłem ustami
Z ciepła Jej dłoni
jakby Komunię Świętą
z księdza ręki.
Była wzruszona,
Oczy Jej lśniły.
Te piękne oczy
Co nie raz się śniły.
Jesień też minęła,
zabrała swe złoto.
Przyszła zima sroga.
Nam nie przeszkadzała,
ni zamieć, ni mrozy.
Gorące serca lód by stopiły.
Lecz już chmury,
gdzieś na horyzoncie,
zbierały się groźne.
Wróżąc nam rozstanie.
Jeszcze kulig pamiętam.
Pełen śmiechów, pisków.
Dzwonek przy saniach
płoszył ciszę w lesie,
gdy wąż sań przemykał
wśród ośnieżonych świerków.
Były śnieżki, ognisko,
lecz nas już nie cieszy.
Staliśmy przy sobie
wiedząc, że to koniec
naszych marzeń, nadziei.
Rozpacz była z nami.
Życie jest okrutne
i złośliwe wielce.
Rozdzieliło nas na zawsze,
nie spotkałem Jej więcej.
Wyjechała w dalekie kraje,
między obce nacje.
Gdy zaś przyszła wiosna,
nie cieszyła bez Niej.
Snułem się ścieżkami
samotny i smutny,
karmiąc się wspomnieniami.
To było dawno temu,
a czasem gdy wspomnę
to zaboli jeszcze.
Przez ten rok cały
była darem losu,
za to dziękowałem.
A las pozostał lasem,
żył swymi prawami.
Czy wiedział o pierwszej miłości
co błądziła jego ścieżkami?


Trwanie

Jak życie przetrwać,
gdy nie da Ci szansy?
Zamknięte wszystkie wrota
na poczwórne zamki.
Choć człek jeszcze żyje,
oddycha i jeszcze dość żwawy.
Los jak okna na zimę,
zatkał wszystkie szpary.
Już nigdzie nie uciekniesz,
choć możliwość bywa,
lecz po co uciekać,
gdy celu już nie ma.
Z dnia na dzień,
jak w labiryncie chodzisz.
W niezmiennym wzorku
pleciesz wianek godzin.
Czasem pragniesz zmiany,
jakiegoś przeżycia.
Cóż, wyciszone serce,
nic już do odkrycia.
Spopielały uczucia,
porywy duszy,
marzenia, dążenia,
wszystko legło w gruzy.
Nie czekasz na Feniksa
co z popiołów wstanie.
Chciałeś dać ludziom siebie?
Prometeusza ból...
to Twoje doznanie.
Los Cię obdarował
koroną cierniową.
Ukrzyżował chorobą,
rozum chce pokonać.
Dał Ci być samotnym,
pustelnią w rozumie.
Choć podadzą Ci rękę,
chorych myśli
Nikt nie zrozumie.
Kręcisz się w koło
wśród podobnych sobie.
Jak ślepy koń w kieracie,
w koło chodzisz sobie.
Sensu wiele nie ma,
w tym trwaniu bez celu.
A może jednak jest?
Kto wie, Przyjacielu.


Jestem

Jestem kim jestem,
Nic tu nie zmienię.
Myślącą trawką
Przyszło mi być.
Pod butem losu
Czasem się przygnę,
Lecz się podniosę
By dalej iść.
Nie czekam już na nic,
Nie chcę też wiele.
Dożyć do końca,
Z ludzką twarzą wyjść,
Zostawić po sobie
Dobre wspomnienie,
A póki co dla ludzi żyć.
Nie dbam o chłam
Co ludzi mami
Władza, pieniądze...
Niech innych to bawi.
Słowo dobre, ludzki uśmiech...
Tak mało chcę, czy to grzech?
A gdy już pójdę
Wieczności ścieżką,
Ktoś może wspomni, uroni łzę,
Lecz lepiej nie,
Niech się uśmiechną
Lubię gdy ludzie śmieją się.

Początek strony

Valid XHTML 1.0!

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 21-06-2005