logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3  -  4  -  5  -  6

PROZA

Szkice Ewy Baśnie Ewy Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II Opowiedz Anno cz. III
Opowiedz Anno cz. IV
Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

DZIEŃ XIII

   - Wyszłam ze szpitala. Byłam zdrowa, a przynajmniej tak się czułam i myślę, że otoczenie też nie dostrzegało we mnie choroby. Choć wiesz jak to jest? Gdy jesteś już napiętnowany choroba psychiczną, to nawet, gdy zachowujesz się całkiem normalnie, to otoczenie niektóre twoje naturalne reakcje może poczytywać za chorobliwe. Już to przeżywałam i po części byłam z tym obyta. To jednak jak postrzegają mnie inni nie było dla mnie w tamtym okresie najważniejsze. To był najmniejszy z problemów, jakie mnie czekały, a nazbierało się ich co niemiara. Na szczęście Agata na bieżąco płaciła wszystkie moje rachunki, zresztą z mojego konta. Stopniało też ono niesamowicie i jego stan był bliski bezwzględnemu zeru. Musiała też zwolnić Beatę, która jak pamiętasz pomagała mi w moich zajęciach. Niestety nie mogła jednocześnie pracować i jeszcze nadzorować Beatę, która nie należała niestety do samodzielnych i zaradnych. Utraciłam też wszystkich klientów, bo przez dłuższy czas nie było mnie na rynku i ktoś tę lukę wypełnił. Straciłam cały rok szkolny, bo jak pamiętasz, gdy dopadła mnie choroba, to byłam akurat przed maturą. Byłam w zaawansowanej ciąży i nie miałam jeszcze nic przegotowanego dla dziecka itd. itp. Agata wiele spraw załatwiła za mnie i nalegała bym z nią na powrót zamieszkała, ale ja nie chciałam. Powróciłam do swojego mieszkania, które Agata utrzymywała w czasie mojej nieobecności we wzorowym porządku. Tak mi pedantycznie posprzątała, że przez dłuższy czas nic nie mogłam znaleźć, bo nic nie leżało na swoim miejscu. Niestety obie mamy odmienne poglądy na słowo „porządek”. Ja lubię „nieład artystyczny”, a u niej wszystko musi być pod sznurek. Mniejsza jednak z takimi drobiazgami. Od razu po powrocie zapisałam się do Poradni Matki i Dziecka, by zdobyć jakąś wiedzę o wszystkim co związane jest z czekającym mnie porodem i pielęgnacją dziecka. Piotrek, który kochał dzieci, też miał dużą wiedzę na ten temat i mnie uświadamiał. Niestety nie miałam ani mamy ani babci, które w zwykłych rodzinach spełniają te funkcje informacyjne. Postanowiłam nie zaniedbywać niczego, co pomogłoby mi w prawidłowym porodzie, dlatego uczęszczałam na treningi i wypełniałam solennie wszystkie zalecenia. Musiałam też zacząć od nowa pracować, by mieć z czego utrzymać dziecko i siebie. Było to też potrzebne z innego powodu. Przypuszczałam, że po porodzie przypnie się do mnie Opieka Społeczna w kwestii dziecka. Musiałam móc się wykazać, że potrafię pracować i je utrzymać. Dlatego zaczęłam ponownie odnawiać wszystkie swoje kontakty na rynku pracy. Znana tam byłam z solidności i to mi pomogło na nowo w nim zaistnieć. Już po kilku dniach miałam kilka zleceń, a później było coraz lepiej. Przewidując jednak, że przed samym porodem nie będę mogła efektywnie pracować starałam się znaleźć jakiegoś pomocnika. Beata, która przez jakiś czas ze mną pracowała miała już inne zajęcie i nie chciała z niego rezygnować. Mogła co najwyżej dorabiać u mnie parę złotych. Mnie jednak zależało na stałym współpracowniku i wreszcie takiego znalazłam. Krysia, bo tak miało na imię to stworzenie, to był prawdziwy cudak, ale z tych wspaniałych, cudownych cudaków. Trochę przypominała mi Alę i może dlatego ją przyjęłam. Miała w sobie tyle witalności, że śmiało obdzieliłaby nią kilka osób. To był prawdziwy dynamit. Niestety słabo znała się na pracy z komputerem, choć bardzo się do tego paliła. Pracowała zresztą na kilku etatach. U mnie i jeszcze była kelnerką w nocnym klubie, a gdy miała dzień wolny, to była wolontariuszką w ośrodku prowadzonym przez jakąś organizację charytatywną, z którym zresztą współpracował również Piotrek, mąż Agaty. Jak ta dziewczyna to wszystko godziła z sobą w czasie przestrzeni to było nie do pojęcia. Nie miała lekkiego życia to pewne, bo w sześcioosobowej rodzinie tylko ona i jej matka pracowały. Ojciec był bezrobotny, a miał przecież troje rodzeństwa w wieku szkolnym. Pomyśl co to był za człowiek, sama miała nielekko i jeszcze znajdywała czas na to, by pomagać innym.
   - Nigdy nie powiedziała mi na ten temat nic złego i może dlatego nasza współpraca układała się wspaniale. Z biegiem czasu stała się moją najlepszą przyjaciółką, oczywiście nie ujmując nic moim innym przyjaciołom. W ogóle jakoś nie przypominam sobie by z czyjejkolwiek strony spotkał mnie wtedy jakiś afront z powodu mojej choroby. Z dużą sympatią potraktowano mnie w szkole i umożliwiono naukę. Na rynku pracy nie odczułam jakoś, by ktoś kto nawet wiedział, że chorowałam okazywał mi z tego powodu brak zaufania. Być może tak było, ale mi tego nie okazywano. W ogóle spodziewałam się wszystkiego najgorszego, a spotkało mnie miłe rozczarowanie, bo prawie bezboleśnie weszłam na powrót do normalnego życia. W trakcie pobytu w szpitalu wiele się nasłuchałam różnych historii jak ludzie potrafią być okropni dla człowieka chorego psychicznie i to nie tylko obcy, ale również najbliższe rodziny. Mnie, pomimo tego, że była w szpitalu pół roku, co samo w sobie świadczyło o poważnej chorobie psychicznej, nie spotkało nic naprawdę złego ze strony innych ludzi.
   - No pewnie, że nie uniknęłam drobnych uszczypliwości i złośliwostek, ale zawsze składałam takie zachowania na karb ludzkiej głupoty, a kto by się przejmował tym, co mówi głupi człowiek. Jeszcze w szpitalu włożyłam na siebie „pancerz” przeciwko takim ludziom. Zresztą wiesz jak to jest, gdy jesteś przygotowany i uzbrojony na wielkie lanie, a dostaje ci się mały klaps, to może cię to tylko.
   - Wiesz, nosiłam się nawet z takim zamiarem, ale odrzuciłam go jako niedorzeczny. Mogłam oczywiści iść i zgłosić na policję fakt brutalnego gwałtu, ale po zastanowieniu odrzuciłam ten pomysł.
   - Pytasz jakbyś nigdy nie był w sądzie. To maszynka do mielenia ludzi. Zresztą wyobraź sobie, że ja, osoba chora psychicznie, składam doniesienie o przestępstwie na powszechnie szanowanego, cieszącego się doskonałą opinią w swoim środowisku, mającego duże koneksje i bogatą rodzinę człowieka. Śmiechu warte. Moje słowo znaczyłoby wtedy mniej niż puch na wietrze i każdy nawet najgłupszy adwokacina, gdyby doszło nawet do rozprawy, rozniósłby mnie na strzępy. Z człowieka chorego psychicznie zawsze można zrobić durnia w sądzie. Ja musiałam dbać o siebie i swoje dziecko. Potrzebne mi było zdrowie i spokój, a nie szarpanina w sądzie, gdzie i tak byłabym na pozycji spalonej. Taka rozprawa rozbiłaby mnie psychicznie, a na to nie mogłam sobie w żadnym wypadku pozwolić.
   - Nie, nie chciałam się mścić. No może trochę. Wiesz jak to jest. Ponieważ jednak nie mogłam tego uczynić pozostawiłam wymiar sprawiedliwości w rękach Opatrzności.
   - Tak, spotkałam go nawet kiedyś na ulicy. Jak zawsze dandysowatego, z uczepioną do ramienia dziewczyną, uśmiechniętego... I jeśli ci o to chodzi, to nie podeszłam do niego, nie naplułam mu w twarz, nie wydrapałam oczu. Minęłam go bez słowa. Tylko żal mi było tej dziewczyny. Taka była roześmiana, szczęśliwa, zakochana... prawie tak jak ja byłam. Miałam tylko nadzieję, że nie spotka jej taki los, jaki mnie spotkał.
   - Chyba mnie nie poznał. Byłam przecież bardzo zmieniona. Zniknęła gdzieś zgrabna, długonoga, ładna dziewczyna. Na jej miejscu była tęga, nalana, brzydula w ciąży. Więc jak miał mnie poznać. Kobiety w ciąży nie budzą zainteresowania w mężczyznach. Zresztą ostatnią rzeczą, której bym w tamtym momencie pragnęła, to właśnie tego, by ten bydlak mnie poznał. Gdyby mnie wtedy zaczepił, to chyba faktycznie doszłoby do rękoczynów. Pokusa była duża, zaręczam ci.
   - Moje życie po miesiącu wróciło na stare tory. Nazbierałam znowu sporą grupę klientów. W zasadzie odnowiłam prawie wszystkie stare kontakty. Tak, że pracy miałam dużo i to mnie cieszyło. Zmieniła jednak trochę taktykę, bo teraz bardziej zależało mi na nawiązaniu stałej współpracy z firmami, niż na drobnicy. Musiałam się też dużo uczyć nowych rzeczy, bo przez te pół roku świat poszedł trochę do przodu a ja zostałam w tyle. Krysia, chociaż była zapaleńcem, miała duże luki w posługiwaniu się komputerem i pracy ze specjalistycznym oprogramowaniem, co wymagało od niej i ode mnie dużo wysiłku i czasu, by ją podciągnąć. Była to jednak, jak już ci mówiłam, dziewczyna – dynamit. Po dwóch miesiącach prawie mnie prześcignęła w pracy. Moja głowa jednak była zajęta również innymi sprawami. Cały czas wraz z Agatą i Piotrkiem szukaliśmy możliwości prawnych, by zabezpieczyć byt dziecka w przyszłości. Już zjawiła się u mnie pani z Opieki Społecznej i przeprowadziła wizję lokalną. Mnie też trochę przemaglowała. To był widoczny symptom, że gdy urodzę dziecko, to może być nieciekawie. Na naradzie rodzinnej, na którą przyjechała nawet Ewa. Podjęliśmy wszyscy uchwałę, że jeżeli będą mi chcieli zabrać dziecko, to Agata z Piotrkiem wystąpią do sądu o przyznanie im praw rodzicielskich, jako moja najbliższa rodzina. Miał to być parawan prawny i zabezpieczenie dla dziecka. Faktycznie to ja miałam się dzieckiem opiekować, z czego zresztą nigdy, przenigdy bym nie zrezygnowała. Oczywiście, gdybym zachorowała, to automatycznie opiekę nad dzieckiem przejęłaby Agata. Niezbyt mi pasowało to ograniczenie mich praw matki, ale innego wyjścia nie było. Postanowiliśmy również, by tę sprawę załatwić możliwie szybko i w ten sposób z góry wykluczyć zagrożenie dla dziecka. W ciągu dwóch dni z pomocą zaprzyjaźnionego prawnika opracowaliśmy wniosek do Sądu Rodzinnego i zebrali wszystkie niezbędne dokumenty. Z pewnym wyprzedzeniem powiem, że sąd przychylił się do naszego wniosku i w ten sposób moje dziecko stało się nie moje. Odbyło się to jednak dopiero w miesiąc po urodzeniu mojego synka Jarka i niestety nie do końca udało nam się uniknąć kłopotów, ale na całe szczęście wszystko rozeszło się po kościach. Szczęściarz z tego mojego synka, już na starcie miał dwie mamy, które go bardzo kochały.
   - Musiałam sobie radzić. Bo nie miał mnie kto trzymać za rączkę i rozczulać się nade mną. Zresztą nigdy bym sobie na to nie pozwoliła, by stać się bluszczem czepiającym się kogoś. W tym wypadku musiałabym się czepiać Agaty, a to była ostatnia rzecz, którą chciałabym jej zrobić. Wiem, że ona nie miałaby nic przeciwko temu, bo były nawet z jej strony takie sygnały, ale te zdusiłam w zarodku. Wiem jak to jest. Człowiek zaczyna na kogoś liczyć i w efekcie sam przestaje być aktywny. Nigdy w życiu. Widziałam masę ludzi, którzy w tej chorobie liczyli już tylko na pomoc innych, samemu nic nie robiąc. Nie ze mną te numery. Dopóki ręce mi się w łokciach zginają i chociaż jedna szara komórka pracuje, to będę samodzielna. Tak myślałam wtedy i tak myślę dziś. Jeszcze nigdy nikogo nie musiałam prosić o wsparcie i niech tak zostanie.
   - Czas do porodu szybko mi zleciał. Miałam mnóstwo obowiązków, ale się nie przepracowywałam. Dbałam o siebie jak nigdy. Musiałam być zdrowa, po prostu musiałam. Miałam wokół siebie dobrą aurę i dobrych przyjaciół. To oni samą swoją obecnością dużo mi pomagali.
   - Nie, nie bałam się. Bólu się nie bałam. Obawiałam się jednak czegoś innego. Wiele kobiet chorych psychiczne po porodzie doznaje szoku poporodowego i tego się bałam, ale nie zgodziłam się na cesarskie cięcie, które mi proponowano. Chciałam moje dziecko urodzić normalnie.


Początek strony

Valid XHTML 1.0!

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 16-11-2005