logo
Wróć na stronę główną

FELIETONY

O kłamstwie słów kilka Na drodze do trzeźwości - list do Boga Czy wszystko przez przypadek? Zaufanie Tolerancja Komputer - bez obawy, to tylko maszyna
Z sercem na dłoni

Z sercem na dłoni

   Uczucia to najwspanialsza strona człowieka i oprócz intelektu synonim człowieczeństwa. To sfera przeżyć tak bogatych i różnorodnych, że wprost nieogarnionych. Zajmują one niezwykle ważne miejsce w naszym życiu, bo pomagają nam kontaktować się z drugim człowiekiem i budować w tych kontaktach pozytywne nastroje. Ten przekaz ważny jest zarówno dla nadawcy jak i dla jego odbiorcy.
   Każdego dnia odczuwamy całe spektrum uczuć, na jakie jest nas stać, bo sytuacje, jakie stwarza nam życie najczęściej to wymuszają. Nasze reakcje na stres, przyjacielski odruch, gniew czy miłość zależą od tego, do jakiego stopnia jesteśmy uczuciowi i szczerzy w wyrażaniu naszych uczuć. Właśnie szczerość w okazywaniu tego co czujemy jest najczęściej naszym problemem, który sami sobie postawiliśmy w życiu. Mówi się, że tylko dziecko szczerze wyraża swoje emocje i uczucia. Wraz z dorastaniem coraz bardziej tamujemy jednak okazywanie swoich uczuć, a to z obawy, że ktoś nam nieprzyjazny może tę naszą wylewność przeciwko nam wykorzystać. Proces ten postępuje, aż do momentu, gdy uświadamiamy sobie nagle, że już nie potrafimy okazywać uczuć. Że zbudowaliśmy wokół siebie wysoki mur, ale zapomnieliśmy zrobić w nim drzwi. Najczęściej jednak nie potrafimy się już wtedy zmienić. Kto w tym zawinił? Predyspozycje psychiczne, wychowanie, przykre doświadczenia życiowe…Przyczyn takiego stanu rzeczy może być bardzo wiele, a lekarstwo jest tylko jedno – na powrót zaufać i otworzyć się na drugiego człowieka. To jest niezmiernie ważne dla naszych kontaktów z otoczeniem, ale również dla nas samych i naszego zdrowia.
   Uczucia to proces psychiczny odzwierciedlający stosunek jednostki do otoczenia, do jego elementów i do samego siebie. Pojęcia uczucia używa się czasem jako synonimu emocji, w psychologii jednak stosuje się je w celu określenia tej kategorii procesów, które są produktem rozwoju społecznego jednostki i wynikają z zaspokojenia lub niezaspokojenia charakterystycznych tylko dla człowieka potrzeb psychicznych. Przykładami tak rozumianych uczuć są np.: miłość, zazdrość, wstyd. Podstawą klasyfikacji uczuć jest wyróżnienie dwóch przeciwstawnych procesów: uczuć dodatnich, odbieranych jako przyjemne i uczuć ujemnych, odbieranych jako przykre.
   Ze względu na siłę i czas trwania wyodrębnia się w procesach uczuciowych:
afekty - bardzo silne, gwałtowne, ale krótkotrwałe, silnie zakłócające procesy poznawcze jednostki,
nastroje - o niewielkiej sile, trwające stosunkowo długo (np. cały dzień), wywołane określonymi sytuacjami, przyjemne lub przykre,
namiętności - silne, długotrwałe (liczone nawet w latach), odzwierciedlające pozytywny stosunek do zdarzeń czy działań.
Z uwagi na swoistą treść rozróżnia się uczucia: poznawcze, estetyczne, moralno-społeczne itp.
Uczucia - podobnie jak emocje - działają silnie motywująco, wywołując w zachowaniu się człowieka dwie zasadnicze tendencje: dążenie ku przedmiotom (osobom, sytuacjom), które powodują przeżycia i stany przyjemne, pozytywne - uczucia takie nazywane są propulsywnymi, oraz unikanie, odpychanie przedmiotów (osób, sytuacji), które stają się przyczyną przeżyć i stanów nieprzyjemnych, negatywnych - uczucia takie określa się jako repulsywne.
Podobnie jak inne procesy psychiczne uczucia rozwijają się w ciągu życia jednostki i podlegają kształtowaniu poprzez wychowanie - szczególnie dotyczy to doskonalenia uczuć społecznych, moralnych, poznawczych, estetycznych. Życie uczuciowego człowieka ma charakter złożony, co przejawia się w zjawisku ambiwalencji, w przeżywaniu konfliktów uczuciowych itp. Jak widzimy każdy z nas przeżywa różnorodne uczucia, te pozytywne i te negatywne. Jednakże samo słowo uczucie kojarzy nam, się jednoznacznie z pozytywem, bo w języku potocznym jest ono jakby synonimem miłości. Mówimy uczucie i mamy na myśli miłość.
   Umiejętność naturalnego i szczerego okazywania emocji jest niezbędna dla naszego zdrowia psychicznego. To jak wzajemne obdarzanie się światłem. Gdy wiemy, że jesteśmy kochani, kochamy jeszcze mocniej. Miłość pozbawiona stów i gestów przypomina roślinę trzymaną w ciemnościach. Nie kwitnie, nie owocuje, wreszcie usycha. Miłość drugiej osoby to najsilniejszy „doping” w życiu człowieka. Budzi w nas radość, chęć do życia, zdobywania szczytów. Dlatego spontaniczne okazywanie tego, co się dzieje w naszych sercach, jest umiejętnością pożądaną, ale spotykaną raczej rzadko. Gdy przestajemy być dziećmi, zaczynamy wstydliwie skrywać nasze uczucia i chowamy twarze pod maskami, które zdejmujemy tylko w szczególnych przypadkach. Pytanie - dlaczego tak się dzieje?
   Ponad doznawanie przyjemności i szczęścia cenimy wyżej tylko jedno: za wszelką cenę chcemy uniknąć przykrości i zawodu. „Serce na dłoni" jest łatwym celem dla wrogów. Budujemy więc mur, za którym jesteśmy bezpieczni, a potem myślimy o bramie, przez którą możemy wyjść do innych ludzi. Czasem jednak w zapale budowania takiego schronienia zapominamy o drzwiach i to, co miało być twierdzą, staje się więzieniem. W obawie przed zranieniem odgradzamy się zarówno od śmiertelnych pocisków wroga, jak i od życiodajnych strzał Kupidyna, czy innych przyjemnych emocji.
Za takim „murem” jesteśmy najczęściej samotni i dusimy się, bo nie potrafimy okazać tego, czego pragnie nasze serce. Czasami nawet, jeśli przełamujemy się nawet, co najczęściej spowodowane jest „wewnętrznym parciem” uczucia i potrzebą jego okazania, to najczęściej w skutek braku praktyki po prostu „palimy” taki spontaniczny gest. Konsekwencją tego jest ponowne schowanie się do własnej skorupki. Czasem na ratunek przychodzą nam tradycje. Przypominają o istnieniu innych osób. Celebrujemy imieniny, urodziny, jubileusze po to, by bliska nam osoba poczuła się wyróżniona, aby wiedziała, że o niej pamiętamy. Wręczane przy tych okazjach podarunki są dowodem naszych uczuć, a urządzane przyjęcia wyrazem wdzięczności. Taka tradycja uczy nas okazywania serca innym. Ale czy zawsze jesteśmy pojętnymi uczniami?
   Gdy zaczynamy traktować zwyczaj jako obowiązek, staje się on dla nas torturą nie do zniesienia. „Pocałuj ciocię, dziś jej imieniny" - mówi mama. „Ale przecież byłam grzeczna" - odpowiada przestraszone dziecię. Właśnie nauczyło się, że pocałunek nie jest sposobem na wyrażenie swych uczuć, ale przykrą koniecznością. Niewykluczone, że w przyszłości przedświąteczne kupowanie upominków wpędzać je będzie w coroczną depresję. Skostniała tradycja odbiera nam zdolność spontanicznego wyrażania ciepłych uczuć. Zawiedzeni nią, zwracamy się ku zwyczajom innych narodów, z nadzieją, że pozwolą wyrazić, co czujemy bez popadania w dawną sztywność i rutynę. Czy nam się to udaje? Weźmy dla przykładu popularne Walentynki, które dają nam okazję do tego, by zwrócić na siebie uwagę wybranej osoby. Zrobiły one u nas zawrotną karierę - już co drugi Polak uczestniczy w tym święcie miłości. Wypełniło ono puste miejsce po święcie Kupały, a wianki puszczane na wodę w noc świętojańską zostały zastąpione pocztówkami z serduszkiem. Młodzi ludzie chcą się tego dnia bawić, kochać, uwodzić i już nie zrezygnują ze swego święta. Jest wtedy okazja, by wręczyć podarunek, wyznać uczucia, być może doznać tego, że zostanie ono odwzajemnione. Z czego wynika popularność posypanego brokatem serduszka, które stało się jakby synonimem tego dnia? Większość Polaków potrzebuje święta, w którym bez skrępowania okaże wybranym osobom miłość w sposób, który innego dnia uznano by za kiczowaty lub niesmaczny. Walentynki umożliwiają więc otwarte wyrażanie emocji, na co w ostro rywalizującym o pieniądze społeczeństwie rzadko możemy sobie pozwolić. Im bardziej więc dusimy w sobie uczucia, tym silniej wybuchają one w dniu świętego Walentego, Można więc powiedzieć, że Walentynki pomagają wielu z nas zrozumieć i wyrazić własne emocje. Trzeba mieć tylko nadzieję, że nauczą nas także otwartości i spontaniczności na co dzień. A jeśli nie doczekamy się odzewu na nasze nieśmiałe wyznanie miłości, zawsze możemy powiedzieć: „Nie ma się czym martwić, przecież to była tylko walentynka".
   Wraz z otwarciem granic pojawił się u nas Internet, a wraz z Internetem jego specyficzna kultura. Rzadziej wychodzimy z domu, bo możemy z przyjacielem pogadać na czacie albo pograć w ulubioną grę komputerową. Psychologowie biją na alarm podejrzewając, że osłabi to nasze uczuciowe więzi. Czy mają rację? Czy komputer wymaże z naszego życia emocje? Tymczasem okazuje się, że internetowa społeczność nie może istnieć bez wyrażania uczuć. Na własnej skórze przekonała się bowiem, że czarny tekst na białym ekranie niewiele mówi o nastroju rozmówcy, a ten jest nam przecież niezbędny do nawiązania kontaktu. Gdy nie wiemy, co czuje nasz internetowy przyjaciel jesteśmy zagubieni. Czym więc zastąpić wyraz twarzy, oczu, mimikę czy ton głosu, które tak wiele mówią o uczuciach człowieka? Aby poradzić sobie z tym problemem, internauci wymyślili specjalne obrazki złożone z kilki znaków pisarskich. Za ich pomocą całkiem dobrze można przekazać emocje przez Internet. Zwykle jest to leżąca na boku twarzyczka z określonym grymasem, Emotikonów, bo tak nazywają się te znaczki, są dziś już setki i wciąż powstają nowe. Zależy to tylko od fantazji użytkownika sieci.
   Każdego, kto zaczyna dopiero korzystać z emotikonów, może razić ich sztuczność. Doświadczeni internauci radzą, by najpierw nauczyć się określać swój stan uczuciowy, a dopiero później przekładać go na znaki. Na początku może być to trudne, pojawi się niepewność, czy zostaliśmy dobrze zrozumiani. Potem jednak używanie znaków staje się odruchowe. Każdy stan ducha rozmówcy: radość, smutek, zaskoczenie czy niezadowolenie sprawia, że palce automatycznie wystukują potrzebny znak. Poza tym, świadomość, że jest się anonimowym, że swoje emocje można przekazywać na odległość, pozwala łatwiej je u siebie rozpoznać.
   Prawa wolnego rynku, pośpiech, żądza sukcesu - wszystko to sprawia, że zapominamy o emocjach. Brak umiejętności nazywania i wyrażania własnych uczuć, to dziś bardzo poważna sprawa, która staje się powoli chorobą społeczną.
Aleksytymia niektórzy nazywają ją chorobą dyrektorską, bo związana jest z pracoholizmem. Można ją uznać za „styl emocjonalny XXI wieku”. Cierpiący na tę chorobę nie są w stanie uświadomić sobie, co naprawdę czują, a co za tym idzie, nie mogą tego przekazać innym. Negatywne emocje przekształcane są bez kontroli chorego w reakcje cielesne: może on np. godzinami ćwiczyć aerobik. U innych z kolei pojawiać się może agresja, a także dolegliwości somatyczne, np. astma lub oziębłość seksualna. Aleksytymię często wynosi się z rodzinnego domu. Jest bowiem wynikiem braku rozmów o uczuciach, przeżyciach i fantazjach dzieci. Zwykłe pytania: „Jak się czujesz? Co dziś przeżyłaś?" - mogą najprościej zabezpieczać przed tym schorzeniem.
   Wraz z nowymi tradycjami trafiły do nas nowe metody uzdrawiania emocji. Jedną z nich jest śmiechoterapia. W powiedzeniu „śmiech to zdrowie" jest więcej prawdy, niż sądzili jego twórcy. Śmiech ma dobroczynny wpływ na wiele narządów naszego organizmu. Podczas szczerego wybuchu śmiechu wydzielają się endorfiny, nazwane też hormonami szczęścia. Łagodzą bóle głowy, mięśni czy zębów. Śmiech zwiększa odporność organizmu na infekcje, działa relaksujące i redukuje stres. Ponadto obniża zbyt wysoki poziom ciśnienia, zmniejszając ryzyko choroby serca. To tylko niektóre z wielu zalet śmiechoterapii. Najprostszą codzienną terapią jest zacząć dzień od uśmiechu do swojego odbicia w lustrze na dzień dobry. To już nastraja nas dobrze i powoduje, że polepsza nam się samopoczucie. Uśmiech i szczery śmiech, to lekarstwo dla nas i otwarta droga do lepszych kontaktów z naszymi najbliższymi.
Emocjonalne zdrowie polega przecież nie tylko na otwartym wyrażaniu radości, ale także na radzeniu sobie ze smutkiem, strachem lub zniechęceniem. Odpowiedź na to pytanie każde z nas nosi więc wewnątrz siebie. Musimy tylko tam zajrzeć i poszukać w sobie antidotum na stresy dnia codziennego, które powodują, że często „wypalamy” się emocjonalnie i stajemy się szarzy i wyjałowieni, jak jesienny motyl, który utracił swoje bajkowe barwy. Zatracając spontaniczność w okazywaniu swoich uczuć okradamy się ze wspaniałych przeżyć w kontaktach z innymi ludźmi.
   Uczucie to zjawisko, którego nie można poddać drobiazgowej analizie. Przypuśćmy, że ciało człowieka zostałoby poddane sekcji przez jakiś inny gatunek stworzeń. Chociaż o budowie organizmu dowiedziano by się wszystkiego, myśli i uczucia człowieka pozostałyby na zawsze tajemnicą i w tym jest ich urok. Przebogata gama uczuć, jakie towarzyszą nam w codziennym życiu i kontaktach z innymi ludźmi sprawia, że jesteśmy odkrywcami nowych krain, bo każdy człowiek jest dla nas jakby samotną, niezbadaną wyspą. Czasami pośród tysięcy ludzi, z którymi się kontaktujemy znajdzie się jedna osoba, która stworzona jest dla nas, która „nadaje na tej samej fali” i z którą możemy porozumieć się bez słów. To tak jakby zdarzył się cud, bo u naszych drzwi stanęła właśnie przyjaźń, a może nawet miłość. Kwestia tylko w tym, czy w tym naszym zaganianym życiu w ogóle jesteśmy w stanie takie rzeczy jeszcze zauważać. Pamiętajmy, że sposób, w jaki patrzymy na innych, uśmiech i drobne gesty, troskliwości mogą wzbudzać uczucie szczęścia i przysporzyć nam przyjaciół, a tego dobra przecież nigdy nie za wiele.

Hieronim Śliwiński

Początek strony

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 22-05-2006