logo
Wróć na stronę główną

FELIETONY

O kłamstwie słów kilka Na drodze do trzeźwości - list do Boga
Czy wszystko przez przypadek?
Zaufanie Tolerancja Komputer - bez obawy, to tylko maszyna Z sercem na dłoni

Czy wszystko przez przypadek?

Zimowy wieczór, wracam z zajęć na studiach. W autobusie ogromny tłok, bo ludzie wracają z popołudniowej zmiany. Stoję między siedzeniami i w ciemności nie widzę nawet, kto się obok mnie tłoczy. Jedynie w odblasku mijanych latarni ulicznych wiem, że przede mną stoi młoda dziewczyna. W autobusie jest ciepło, więc stoję w rozpiętej kurtce. Gdy autobus zbliża się do mojego przystanku, to automatycznie zasuwam suwak kurtki, biorę swoją torbę z półeczki i chcę przecisnąć się do wyjścia. Gdy robię jednak gwałtowny zwrot, słyszę okrzyk bólu. Dziewczyna, która stała przede mną prawie się przewraca i z ledwością zdążyłem ją podtrzymać.
- Dlaczego pan mnie szarpie za włosy - zapytała mnie z gniewem.
Byłem oczywiście Bogu ducha winien i stanowczo zaprzeczyłem. Okazało się jednak, że w pośpiechu zapinając kurtkę chwyciłem w zamek błyskawiczny pasmo jej długich włosów. Zbliża się mój przystanek, zamka nie da się otworzyć, dziewczyna widząc moją skonfundowaną twarz zaczyna się śmiać. W końcu decydujemy się wysiąść z autobusu na następnym przystanku, by autobus nie uwiózł nas zbyt daleko i jakoś rozwiązać nasz problem. Pośród mojego kajania się i jej żartobliwych docinków udaje nam się wreszcie uwolnić jej włosy z zamka mojej kurtki.
Teraz dobre wychowanie wymagało ode mnie bym w ramach rekompensaty odprowadził dziewczynę do jej domu, bo musiała z mojego powodu wysiąść o jeden przystanek dalej niż zamierzała. Zrobiłem to bez żadnych oporów, bo coraz bardziej mi się podobała. Szczególnie ujęło mnie to, że potrafiła z dużym poczuciem humoru podchodzić do przeciwności losu.
Po drodze zaprosiłem ją do mijanej kawiarenki pod pozorem zrekompensowania jej poniesionych strat moralnych, tudzież cierpienia fizycznego. Nie odmówiła. Spędziliśmy bardzo miły wieczór i nawet nie psuła mi go świadomość kilkukilometrowego spaceru do domu w ciemną zimową noc i zarwanej nocy na naukę.
Ten zdarzenie wspominam jako jedno z najprzyjemniejszych, bo miało ono swój dalszy ciąg i dało mi przeżyć później bardzo szczęśliwe chwile.
Zawsze się później zastanawiałem, co wtedy zadziałało? Na pewno był to przypadek i to z gatunku tych szczęśliwych, które potrafią odmienić życie człowieka.
“Przypadek jest tym, co losowi wypada z rąk.”- tak w każdym razie twierdzi francuski poeta.
Czymże jednak jest przypadek?
Według słownika jest to; zdarzenie, zjawisko, którego nie da się przewidzieć na podstawie znanych praw naukowych i doświadczenia. W rozumieniu filozofii przypadek jest to zdarzenie lub zjawisko, które zachodzi wskutek działania przyczyn ubocznych (nieistotnych). Kategoria filozoficzna przeciwstawiana pojęciu konieczności. Pojęcie przypadku zostało wprowadzone do filozofii przez Demokryta, który w swojej atomistycznej kosmologii wykluczył zarówno wszelki przypadek, jak i wszelką ingerencję przyczyn. W przeciwieństwie do niego Epikur uznał przypadek za jedną z form ruchu, znoszącą absolutną konieczność w przyrodzie.
Fortuna, zrządzenie, traf, zbieg okoliczności, splot wydarzeń, zaburzenie, zbieżność, fuks… to tylko niektóre z synonimów, jakie określają przypadek. Ktoś powiedział, że to przypadek rządzi światem, a nie tylko pieniądz i miał dużo racji.

W życiu każdego człowieka przypadek często odgrywa ważną, a nierzadko decydującą rolę. Weźmy chociażby dla przykładu kariery wielkich aktorów, których znamy z ekranów kin i którymi się zachwycamy. Okazuje się, że o ich karierze często zdecydował przypadek. Znaleźli się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Wzięli udział w odpowiednim castingu, zostali przypadkiem dostrzeżeni przez znanego reżysera czy producenta, który obsadził ich w swoim filmie i przez co stali się gwiazdami ekranu. Wcale to nie umniejsza ich talentu, ale gdyby nie zadziałał przypadek, to zasililiby rzesze aktorów, którzy grają ogony w filmach i mogliby nigdy nie być dostrzeżeni. Czasem nie wystarcza sam talent, ale potrzebny jest jeszcze szczęśliwy traf, który pomaga talentowi się wybić ponad przeciętność.
Przypadek w nauce też odegrał ogromną rolę i wiele wspaniałych odkryć i wynalazków mogło zaistnieć jedynie dlatego, że zadziałał szczęśliwy zbieg okoliczności. Jednakże w nauce przypadek musi trafić na otwarty i przygotowany umysł, by mógł odegrać rolę katalizatora, który odsłania zasłonę, za którą jest NIEZNANE. Nic nie pomoże nawet najszczęśliwszy traf, który przytrafi się człowiekowi nie przygotowanemu na to, by go zrozumieć. Po prostu nie zostanie dostrzeżony.
Każda dziedzina nauki obfituje w ciekawe historie opowiadające o tym jak to przypadek pozwolił dokonać doniosłych odkryć. Przypomnijmy sobie jabłko Newtona. Gdyby nie walnęło go w głowę, gdy spał pod jabłonią, to może po dzień dzisiejszy nie bylibyśmy świadomi ciążenia ziemskiego. Gdyby na Fleminga nie wpadł stary posługacz z próbówkami do wyrzucenia i ten nie zainteresował się pleśnią w nich zawartą, to może po dzień dzisiejszy nie mielibyśmy antybiotyków. Gdyby Archimedesowi nie nalano zbyt dużo wody do wanny to, po dzień dzisiejszy nie mielibyśmy prawa o wyporności cieczy itd., itp.
Wreszcie gdyby nie ten rzeczony przypadek, jak wiele odkryć geograficznych czy archeologicznych dokonałoby się później, albo nawet wcale. O wiele uboższa byłaby nasza wiedza o świecie i ludziach, gdyby nie zadziała szczęśliwy traf, który pomógł dokonać najwspanialszych odkryć w dziejach cywilizacji ludzkiej.
Wydaje się, że nawet w stworzeniu świata przypadek miał swój udział. Bóg stworzył podstawy świata w siedem dni, a późnie pozostawił wszystko na łasce przypadku i narobiło się, oj narobiło.
“Przypadek to pseudonim Boga, gdy nie chce się On podpisać.” - Anatole France.

Ludzi, spośród wszystkich stworzeń Bożych, przypadek najbardziej sobie upodobał. W zasadzie całe życie człowieka składa się z dużej dozy przypadkowości. Czasami nawet jego narodzeniu towarzyszy przypadek, który przydarzył się rodzicom w trakcie igraszek miłosnych. W późniejszym zaś jego życiu przypadek goni przypadek. Następują nieprzewidziane zdarzenia, które powodują, że nic nie jest pewne do końca, bo w każdy plan życiowy trzeba wkalkulować ingerencję sprzyjającego, lub niesprzyjającego zdarzenia losowego. Tego po prostu nie da się przewidzieć, co nas w życiu może spotkać i dlatego życie jest tak różnorodne, piękne i pełne nieprzewidzianych przygód. Bo przecież przygoda to nic innego, tylko liczenie na to, że przydarzy nam się coś nieoczekiwanego, co da nam przeżyć emocje.
Są ludzie, którzy przez całe życie szukają przypadku, który by podniósł im poziom adrenaliny we krwi – po prostu lubią ryzyko. Ci osobnicy uzależnieni od adrenaliny są jednakowoż skrajnością ludzkiego zamiłowania do stabilizacji, ciepłego kącika, pełnego brzucha, seksu i świętego spokoju. Niestety ci sybaryci też nie są wolni od przypadku. W końcu we własnym mieszkaniu też można złamać nogę, czy spaść ze schodów. Mówi się, że jak ktoś ma pecha to i w drewnianym kościele cegła mu na głowę spadnie.
Czymże zaś jest rzeczony pech jak nie złośliwą odmianą przypadku. Niestety wiem to po sobie, że jak się do człowieka pech przyczepi, to nie daj Boże. Nic człowiekowi nie wychodzi, wszystko w czambuł się psuje, nic nie można porządnie zrobić, bo co chwila jakiś nieprzewidziany wypadek powoduje, że wszystko się knoci nic tylko siąść i płakać. W życiu co rusz jakieś paskudne zdarzenia i nie widać końca serii niepowodzeń. Trudno w takim wypadku nie wierzyć w ingerencję sił nadprzyrodzonych, które postanowiły uprzykrzyć nam życie.
Człowiek oczywiście stara się od prawieków odpędzić do siebie zły los. Amulety, odczynianie uroków, specjalne magiczne gesty, to arsenał środków, które mają przeciwdziałać złemu losowi. Król Jagiełło za każdym razem, gdy przekraczał próg, to rzucał za siebie słomkę. A czy my również nie robimy czasem takich dziwnych rzeczy, by uchronić się przed złym przypadkiem?
Jak wiadomo niektórzy ludzie rodzą się w czepku i tych zły przypadek omija z daleka, a inni z gołą głową i tym bez przerwy wiatr w oczy wieje i zawsze mają pod górę, a złośliwy los śmieje się z nich w kułak. Przy narodzinach dziecka u jego wezgłowia staje Anioł Stróż - tak mnie w każdym razie uczono i przez całe życie opiekuje się człowiekiem. Niestety jedni dostają Anioła profesjonalistę, a inni amatora i w dodatku obiboka. Ci ostatni stają się właśnie ofiarami przypadku i na nich złośliwy los używa sobie w najlepsze.
Weźmy chociażby za przykład bliźnięta. W zasadzie mają one jednakowo równy start życiowy. Często jednak zdarza się tak, że jednemu z nich dostaje się wszystko co dobre w życiu, a drugi bez przerwy potyka się o różne życiowe problemy. Jednemu nawet byk się ocieli, a drugi bez przerwy nabija sobie guzy na głowie. Nagrodę Nobla dla tego, kto to potrafi racjonalnie wytłumaczyć.

Człowiek ma racjonalny umysł, więc usilnie stara się wyeliminować przypadkowość ze swojego życia. Planuje swoje działania szczegółowo i nagle zdarza się coś nieoczekiwanego, co sprawia, że te wszystkie precyzyjne plany biorą w łeb. Matematycy na użytek przypadkowości opracowali rachunek prawdopodobieństwa i przy jego pomocy starają się sklasyfikować przypadek. Zamknąć go w jakieś przewidywalne ramki, próbują osadzić go jak ptaka w klatce, a on nieustannie wymyka się zaszufladkowaniu. Najlepszym przykładem przypadku są gry losowe. Jak sama nazwa głosi, wygrana w nich zależy od losowania, czyli inaczej mówiąc przypadku. Są oczywiście praktyczni ludzie, którzy próbują okiełznać ten przypadek i usilnie poszukują systemy, który zapewniłby im wygraną, ale niestety z miernym skutkiem. By wygrać w tych grach potrzebny jest naprawdę szczęśliwy traf, bo np. rachunek prawdopodobieństwa mówi, że możliwość trafienia szóstki w LOTTO ma się jak 1: 31500000. Są jednak ludzie, którzy potrafią po kilka razy trafiać główne wygrane. Pozostała część graczy to ofiary przypadku. Mogą czasami przez lata całe żebrać w kolekturze o głupią trójeczkę. Zaś trafienie czwórki uważają za święto w rodzinie i gotowi są z tego powodu oflagować dom.
Przypadek nie omija też sportu. W zasadzie gdyby nie przypadek w sporcie, to kto by chciał go oglądać. Gdyby zawsze wygrywali faworyci – pewniacy, to byłoby przecież śmiertelnie nudne. Wszystko byłoby przewidywalne, nie byłoby żadnej emocji, a ona przecież jest tym, co powoduje, że z zapartym tchem obserwujemy mecze, czy zawody sportowe. Pamiętacie przecież na pewno pamiętny mecz Polska – Niemcy na Mundialu w 1974 roku w Monachium. Drużyny były równorzędne, może nawet Polacy byli trochę lepsi i co się dzieje – pech, zły przypadek – ulewa, rozmiękłe boisko i w efekcie przegrana Polaków. Tak byliśmy pewni wygranej Polaków, że niektórzy z nas z niedowierzaniem przyjmowali wynik meczu. Do dziś, choć minęło już od tamtej pory 30 lat, nie możemy pogodzić się z tym przypadkiem.

Weźmy inną ingerencję przypadku. Kiedyś byłem na zawodach wędkarskich. Brało w nich udział około 40 wędkarzy. Między nimi byli prawdziwi mistrzowie i ostatnie ciemięgi. Wszyscy wylosowali stanowiska i tak się złożyło, że Mistrz wylosował wspaniale, bo było prawie na 100% pewności, że przy warunkach pogodowych, jakie wtedy panowały, ryba będzie tam brała jak szalona. Obok niego stanął Partacz, który nie wiedział nawet jak robaka prawidłowo na haczyk nałożyć. Jego stanowisko nie wróżyło też, by jakaś nawet najgłupsza ryba tam żerowała. Mistrz rozłożył swój markowy sprzęt, który budził powszechną zazdrość innych wędkarzy i zarzucił wędki(można było łowić na dwie). Z twarzy nie schodził mu uśmieszek wyższości. Obok niego Partacz mozolił się z założeniem przynęty na haczyk, pożal się Boże wędki - zwykły bambus z najprostszym kołowrotkiem. Mistrz nie omieszkał oczywiście „osłodzić” mu życia kilkoma złośliwymi radami, które śmiechem kwitowali inni wędkarze. Czerwony ze wstydu Partacz wreszcie uporał się z tym robalem i zarzucił wędkę.
Ku niekłamanemu zdziwieniu wszystkich sąsiadów prawie natychmiast miał branie. Wyciągną pięknego półtorakilogramowego leszcza. Zarzucił następny raz i następne branie znowu wspaniały leszcz. Mistrzowi zrzedła mina, bo do tej pory jego spławik spał sobie spokojnie na wodzie i nie miał zamiaru nawet drgnąć. Później Partacz raz za razem wyciągał okonie. Ponieważ na innych stanowiskach panował rybi zastój, to wielu podchodziło do stanowiska Partacza i z podziwem oglądało jego połów. Nie było już złośliwych śmiechów. Mistrz w końcu nie wytrzymał nerwowo i poprosił grzecznościowo Partacza, by zamienili się miejscami. Było to wbrew regulaminowi, ale ani Partacz, ani nikt inny nie miał nic przeciwko temu. Wszyscy poczuli dreszcz emocji i zastanawiali się, co z tego wyniknie.
Mistrz zarzucił swoje wspaniałe wędki na miejscu Partacza, a Partacz na miejscu Mistrza. Ku powszechnemu zdziwieniu Partacz prawie natychmiast miał branie, a Mistrz znowu zgrzytał zębami nad śpiącym spławikiem. Było to taką sensacją, że wszyscy prawie zapomnieli o swoich wędkach i uczestniczyli jako widzowie w pojedynku tych dwóch zawodników. Ryby z daleka omijały haczyk Mistrza, a jeżeli już złapał coś, to był to jakiś niewymiarowy okoń, który zjadł mu przynętę, za to w kolejce ustawiały się do haczyka Partacza. Mistrz w końcu pośród docinków i złośliwych uwag innych wędkarzy zwinął swoje wspaniałe wędki i jak niepyszny wycofał się z zawodów. Wygrał je zaś Partacz, który uzyskał w nich mistrzowski wynik, długo jeszcze później nie pobity.
I niech mi ktoś powie, że nie zadziałał tu przypadek, traf, szczęśliwy los, który jakby uparł się, by ukorzyć pychę Mistrza i dowartościować Patałacha. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że był to cud, bo fart, jaki miał tego dnia wspomniany Patałach kwalifikował się pod to pojęcie. Coś, co nie miało się prawa zdarzyć, zdarzyło się i to na oczach kilkudziesięciu osób.

Nie zawsze jednak przypadki należą do tak szczęśliwych. Najczęściej zdarza nam się oglądać tę złą, bardziej złośliwą twarz losu, a Pani Fortuna zamiast rogu obfitości pokazuje nam figę. Życie nasze obfituje wręcz w takie zdarzenia. Wszystkie te złe odmiany przypadku kwalifikujemy jako niepowodzenia, kłopoty, zły los, strapienie, zmartwienia, ambaras, troska, wypadki. Synonimów na określenie złego przypadku mamy bardzo wiele, a każdy z nich określa pewien poziom trudności życiowych, jakie zły los na naszej drodze postawił.
Czasami jednak i zły los, który na początku podstawił nam nogę, z biegiem czasu może okazać się dla nas szczęśliwym trafem, co jeszcze raz dobitnie potwierdza prawdziwość przysłowia, które mówi, że; „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.
Znam z autopsji taki przypadek, który zadziałał złośliwie, ale jak się okazało miał on dobre intencje, a zdarzył się on w szpitalu. Wiadomo, że w szpitalu nierzadko przebywają osoby – ofiary złego przypadku. Wypadki – to te najoczywistsze przykłady jego ingerencji. Jak wiadomo, są to zdarzenia gwałtowne, które spotykają ludzi z przyczyn, które nierzadko nie poddają się logicznemu wytłumaczeniu.
Bywają jednaka wypadki, które wychodzą ich ofiarom, jeśli nie na zdrowie, to przynajmniej na szczęście. Oto taka historia z życia wzięta.
Samotny mężczyzna, który tak był zapracowany, że nie miał czasu na życie osobiste, któregoś dnia ulega wypadkowi, bo jakieś dziecko zgubiło na schodach kamienicy małe kuleczki do gry i ona na nich zjechał z tych schodów. Złamana noga i żebra, to konsekwencja ingerencji przypadku. Młoda dziewczyna, która do tej pory również bardziej interesowała się wszystkim tylko nie amorami, śpiesząc się na zajęcia na uczelni potyka się, bo obcas buta ugrzązł jej w szparze chodnika przed domem, w którym mieszkała. Efekt: złamany obojczyk i skręcona noga. Obie ofiary przypadku lądują na obserwacji na jednym oddziale chirurgicznym. Mogły się tam jednak nie spotkać, bo oddział był duży, ale przypadek działa dalej. Na oddziale jest tylko jeden aparat telefoniczny i właśnie przy nim postanowił on tę parę umówić na randkę. Pierwszy kontakt był jednak dość burzliwy, bo obydwie, zagipsowane ofiary przypadku pokłóciły się tam, o to, kto pierwszy ma telefonować. Później nastąpiły przeprosiny i dalszy ciąg potoczył się już po myśli przypadku, a skończył się na ślubnym kobiercu.
Najdziwniejsze jest to, że oboje od kilku lat mieszkali w tym samym domu, tylko w sąsiednich klatkach schodowych i jakoś do tej pory nie spotkali się tam nigdy. Dopiero konieczna była interwencja przypadku, by spotkali się i pokochali. Można by powiedzieć, że to gotowy scenariusz filmowy na jakąś komedię romantyczną. Ale przecież takie historie, jak wyżej przytoczona, zdarzają się w życiu, bo scenarzyści muszą przecież skądś czerpać pomysły do filmów. Życie wielu ludzi, których los doświadczył wieloma przypadkami życiowymi, jest niekiedy gotowym materiałem na dobry film. Szkoda tylko, że nikt nigdy tego nie nakręci.

Szczęśliwe, czy też te mniej szczęśliwe przypadki, których nikomu nie życzymy, to nasza codzienność. Wydaje się, że nasze indywidualne losy są podobne kulom bilardowym a Pan Los jest graczem, który nimi sobie dowolnie gra. Można by też w nieskończoność o różnych przypadkach pisać i byłaby to na pewno ciekawa i pouczająca lektura. Różne przypadki życiowe są zresztą od dawna inspiracją dla pisarzy i jest to nadal prawdziwa kopalnia ciekawych tematów.
“Nie konieczność, ale przypadek ma w sobie czar. Jeśli życie ma być życiem niezapomnianym, od pierwszej chwili muszą się ku niemu zlatywać przypadki jak ptaki na ramiona.” (św. Franciszka z Asyżu).
Wypadałoby na zakończenie tych rozważań życzyć Wam i sobie, by zdarzały nam się tylko dobre przypadki, a złe zapomniały do nas drogi.

Hieronim Śliwiński

Początek strony

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 30-08-2005