logo
Wróć na stronę główną

FELIETONY

O kłamstwie słów kilka
Na drodze do trzeźwości - list do Boga Czy wszystko przez przypadek? Zaufanie Tolerancja Komputer - bez obawy, to tylko maszyna Z sercem na dłoni

O kłamstwie słów kilka

Prawdziwą głupotą byłoby czasem nie skłamać. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy robimy to niemal bezwiednie i… przestajemy widzieć w tym problem.
Byłem kiedyś umówiony ze znajomym na piątkowy wieczór. Zadzwonił jednak w ciągu dnia do mnie, że niestety nie przyjdzie, bo jest chory. Wysoka gorączka, ból głowy, a do tego jakaś okropna wysypka na całym ciele, więc w żaden sposób nie może wyjść z domu. Właśnie myślałem, co zrobić z tym wieczorem, gdy zadzwoniła przyjaciółka z zaproszeniem na koncert w Opolu. Jakimś cudem udało się jej zdobyć bilety, więc jeżeli mam ochotę...
- Pewnie, że mam! - odpowiedziałem i przed dziewiętnastą czekałem już pod Filharmonią.
Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy pierwszą osobą, na którą się natknąłem, był mój znajomy, który przecież był ciężko chory. Nie wyglądała jednak na osobę chorą, a już na pewno nie miał żadnej wysypki, a przynajmniej w widocznym miejscu. Z ożywieniem rozmawiała z jakąś ładną dziewczyną, po czym weszli do Filharmonii. Nie podchodziłem do nich, chcąc oszczędzić jemu i sobie chwili zażenowania. Swoją drogą, ciekawe, co by powiedział. Samoistne wyzdrowienie? Cudowna maść? Dalej źle się czuje, ale ta dziewczyna siłą zawlokła go na koncert? Ja bym wiedział, że kłamie, on by wiedział, że wiem, ale pozory byłyby zachowane.
I po co kłamał? Przecież mógł powiedzieć, że zmienił plany. Nie rozumiem takich osób. Koncert już dawno się zaczął, a ja dalej byłem pod wrażeniem jego kłamstwa i mojej własnej prawdomówności. Bowiem ja nigdy bym nie skłamał. Nawet nie rozumiem, dlaczego miałbym kłamać! Koncert trwał, ja upajałem się swoją nieskazitelną uczciwością, ale po kilku kolejnych kawałkach naszły mnie wątpliwości. No bo jednak nie zawsze mówiłem prawdę. Ale miałem po temu ważne powody. Nie, nie chodzi mi o sytuacje ekstremalne - jak kłamstwo w obliczu wroga, czy śmiertelnego zagrożenia. Mam na myśli kłamstwa nasze codzienne, od których wcale nie jestem wolny, ale nie obciążam sobie nimi pamięci i sumienia.

Czasem po prostu nie chcemy nikogo zranić.
- Super! - mówię przyjaciółce, która z dumą pokazuje mi się w nowej sukience, na którą wydała pół pensji.
Fakt, widzę, że ją pogrubia i te falbanki są trochę obleśne, ale przecież nie będę jej psuć dobrego samopoczucia i w dodatku robił sobie z niej śmiertelnego wroga. Powiedzenie niektórym ludziom prawdy w oczy, to tak jakby popełnić towarzyskie samobójstwo.
Z pewnością byliście w podobnej sytuacji. Kłamstwo wręcz ciśnie się na usta. I niech mi ktoś znajdzie lepsze wyjście! Co innego, gdybyśmy razem wybrali się do tego sklepu. Przed dokonaniem zakupu mógłbym wtedy wygłosić swoje zdanie. Później nic jej po nim, więc zachowałem je dla siebie. Pewnie też byście tak zrobili.
Któż z nas lubi ludzi, którzy mówią prawdę prosto w oczy, niezależnie od tego, jak bardzo jest przykra? Czasem trudno uwierzyć, że robią to w imię prawdomówności. Więcej w tym agresji niż uczciwości, więcej nieliczenia się z innymi niż dzielenia ważnymi informacjami.

Albo taka sytuacja. Zadzwonił kiedyś znajomy, za którym nie przepadałem, gdyż zawsze miał coś do powiedzenia o innych i to najczęściej podlanego sporą dozą jadu. No więc dzwoni i pyta:
- Co robisz w sobotę?
Był poniedziałek i nie miałem pojęcia, co będę robił w sobotę, jednak mu o tym nie powiem, bo nie jestem głupi: jak się wtedy wykręcę od spotkania? Więc odpowiadam zbolałym tonem:
- Mam strasznie dużo pracy. Całą sobotę i niedzielę przesiedzę przy pracy zleconej.
To oczywiście nie zniechęca go od razu. Taki typ, że wie, co dla mnie lepsze, więc próbuje namówić mnie chociaż na zorganizowanie wspólnego wypadu nad jezioro, bo „przecież musisz czasem wypoczywać, a dziewczyny tam teraz fajne przyjechały„. Ja na szczęście czuję już twardy grunt pod nogami. Mam swoje zasady - od pracy nic mnie nie oderwie, nawet najbardziej kuszące propozycje. Więc znowu kłamstwo przyszło mi z odsieczą.
Znamy takie sytuacje? Różne wykręty i wymówki stosujemy dlatego, aby nie robić komuś przykrości. Gdy ktoś nas zaprasza, nie mówimy mu, że nie przyjdziemy, bo nie mamy ochoty. Dobre wychowanie nakazuje nam znaleźć jakiś powód. Nie znaczy to, że kłamstwo jest dobre. Bywa jednak niezłym, a czasem nawet najlepszym wyjściem.

Weźmy też kwestię prezentów. Z założenia prezenty miło dawać i dostawać, ale czasem i tu łatwo o przykrość. Miałem kiedyś ukochaną, która zgubiła zegarek. Podpytałem ją dyskretnie, jaki chciałby mieć, parę godzin połaziłem po sklepach i znalazłam ten jeden jedyny, zgodny z jej opisem. Suma, jakiej zażądał sprzedawca zjeżyła mi włos na głowie, ale czego nie robi się z miłości. Poleciałem do ukochanej jak na skrzydłach: szczęśliwy, że zrobię jej przyjemną niespodziankę. Kiedy rozwijała misternie zapakowany pakiecik, powiedziałem kokieteryjnie:
- Gdyby ci się nie podobał, możesz go wymienić na inny - i czekałem na okrzyk zachwytu.
- Przykro mi, ale czy możemy pojechać tam od razu.
- Ale gdzie? - zapytałem niezbyt przytomnie.
- No, do tego sklepu, gdzie go kupiłeś. Wolałabym z innymi cyframi, może będzie tam coś lepszego.
Pojechaliśmy więc. Przyznaję, nie byłem w najlepszym nastroju. W końcu to dostrzegła i zapytał, co się stało. Wyjaśniłem, że chodzi o zegarek.
- To co? Wolałbyś, żebym udawała, że mi się podoba?
- Tak. Nie. Nie wiem. Oczywiście, wolałbym, żeby po prostu ci się spodobał. Albo żeby ważniejsze było to, że ci go kupiłem, niż to, że nie jest idealnie taki, jak sobie wymarzyłaś. Chciałbym być dla ciebie ważniejszy od tego zegarka.
Niestety później okazało się, że byłem dla niej jednak mniej ważny od zegarka, ale to już inna historia.
Na szczęście takie sytuacje nie zdarzają się często. Chroni nas przed nimi dobre wychowanie obdarowanych, które nakazuje liczyć się z uczuciami innych. Pewna doza kłamstwa jest wręcz wpisana w naszą kulturę.
“Człowiek, który mówi wszystko co myśli, jest jak dziecko, które siusia w łóżko" - stwierdził francuski pisarz Henry Millon de Montherlant.
W niektórych sytuacjach ważniejszy może być takt niż szczerość i warto te sytuacje odróżniać.

Słyszałem o badaniach psychologów, które wykazały, że zwolennicy głoszenia prawdy zawsze i za wszelką cenę, to osoby o średnim poziomie inteligencji i małej wrażliwości. Nic dziwnego.
„Takt to inteligencja serca" - twierdzą Francuzi. Warto więc czasem kłamać, byle z sensem, to znaczy inteligentnie, z umiarem i w słusznej sprawie - wtedy nie płynie z tego szkoda, lecz pożytek. Dla innych i dla ciebie.

A co z kłamstwami, które służą tylko tobie?
Do nich należą kłamstewka, które mają służyć dbaniu o swój własny wizerunek w oczach innych. Do tego typu kłamstw również uciekamy się bardzo chętnie. Weźmy na przykład spóźnienia. Są nagminne, ale iluż jest śmiałków, którzy spóźniają się bez ważnych przyczyn?
Pamiętam zebrania w pewnej instytucji, w której jakiś czas temu pracowałem. Miały zaczynać się o dziesiątej z udziałem około 20 osób. W okolicach teoretycznej godziny rozpoczęcia pojawiały się dwie. Piętnaście minut później ich liczba ulegała podwojeniu. O wpół do jedenastej czekało już z sześć osób. Za piętnaście jedenasta 10 osób decydowało się rozpocząć zebranie - mimo braku pozostałych. Co kilka minut wpadała kolejna osoba:
- Strasznie przepraszam, ale na ulicy był okropny korek. Nie sposób było dojechać.
- Mąż wyszedł i przez pomyłkę zamknął mnie od zewnątrz. Musiałam czekać aż dojedzie do pracy, a potem wróci, by otworzyć drzwi.
- Woda zalała mi w nocy pół mieszkania i do tej pory byli hydraulicy! - każda następna opowieść zawierała coraz więcej elementów grozy.
Nikt nie zaspał, nie lenił się, nie lekceważył pozostałych. Na drodze stawały mu nieprzewidziane przeszkody. Uczestnicy zebrania przyjmowali te opowieści bez protestów, acz z uśmieszkiem pobłażania na ustach. Jako ostatnia zwykle pojawiał się Jurek. Wpadał jak burza i z przerażeniem patrzył na twarze zgromadzonych.
- Cholera! W poniedziałek nigdy nie mogę się wyrobić! Przepraszam.
Pewnie nawet nie wiedział, że zebrania zwykle zaczynają się z opóźnieniem. Surowy wzrok obecnych nie dawał podstaw do snucia takich domysłów. Szef nie mógł długo tolerować jego spóźnień i Jurek stracił pracę. Dlaczego właśnie on? Czy dlatego, iż zwykle przychodził pięć minut później niż przedostatnia osoba? Myślę, że nie tylko o to chodziło.
Najważniejsze było to, iż z nieznanych nikomu pobudek nie uczestniczył w społecznie uznanej grze w Bardzo Ważne Przyczyny. To nic, że często brzmią one niewiarygodnie. Ale brzmią, stanowiąc dowód, że nie lekceważymy otoczenia, choćbyśmy za każdym razem spóźniali się pół godziny na umówione spotkanie.
Jurek był czarną owcą, a te - wiadomo - nie mają lekkiego życia. Sam był sobie winny. Widocznie nie dość pilnie uczył się w szkole. Bo co prawda tam właśnie często słyszymy, iż kłamstwo jest złe, ale spróbuj uczciwie powiedzieć, że zaspałeś. Albo, że nie napisałeś wypracowania, bo ci się nie chciało! Nauczyciele szybko wybiją ci z głowy prawdomówność! Twoje odpowiedzi będą poczytane za arogancję, bezczelność, lenistwo…
Znacznie lepiej brzmi opowieść o zepsutym budziku, młodszej siostrze, która podarła zeszyt, albo nagłej chorobie babci.
Rodzice też wymagali od nas prawdomówności, ale lepiej z nią było nie przesadzać. A poza tym oni sami nie zawsze mogli być wzorem prawdomówności.
Nieraz słyszało się. Ktoś puka do drzwi. Prawie na pewno jest to gadatliwa sąsiadka, która lubi przesiadywać godzinami plotkując o wszystkich i o wszystkim.
- Jeśli to sąsiadka, powiedz, że mnie nie ma - pewnie słyszałeś w dzieciństwie podobne prośby. A wiadomo: czym skorupka za młodu nasiąknie...

Nic dziwnego, że kłamstwo samo w odpowiedniej sytuacji wpada nam do głowy. Nie musimy z wysiłkiem go szukać i nie obciążamy nim swojego sumienia. Czasem nawet nie uświadamiamy sobie, że kłamiemy - po prostu radzimy sobie w różnych sytuacjach. Przecież głupio byłoby szkodzić sobie, skoro tak łatwo można się wybronić.
Czasem nie tyle tuszujemy nasze niedociągnięcia, co kolorową kreską ubarwiamy swój wizerunek. Sam też to czasem robię. Zaczynam na przykład opowiadać jakąś prawdziwą historię, a grono słuchaczy wpatruje się we mnie z uwagą. Pod wpływem tych spojrzeń moja opowieść nabiera rumieńców, dochodzą coraz to nowe, barwne szczegóły, które nie występowały w rzeczywistości.
Więc ci słuchają z jeszcze większym zainteresowaniem. Czas na pointę, a ta z życia - choć wcześniej wydawała mi się niezła - teraz jest za mało wyrazista. Uwaga słuchaczy zobowiązuje. Wysilam więc swój intelekt, aby ich nie rozczarować. Nowa pointa jest naprawdę świetna. Czy ma to jakieś znaczenie, że nie jest zgodna z rzeczywistością?
Mój znajomy, który lubił znajdować się w centrum uwagi, opowiadał czasem historie zupełnie niezwykłe. A najlepiej wychodziły mu one po kilku głębszych. Jedna mogła mu się zdarzyć, no może dwie, ale tyle? Kiedyś zapytałem go, czy przypadkiem trochę nie fantazjuje.
- Oczywiście - stwierdził szczerze. Uwielbiam zachwycone oczy słuchaczy. To dodaje mi skrzydeł. I prawdę mówiąc, wolałem słuchać jego wymyślonych opowieści niż nudnych historii rzetelnie oddających rzeczywisty bieg wydarzeń.

Gorzej, gdy kłamstwo nie tyle służy pokazaniu naszych walorów krasomówczych, ile dodaniu sobie przymiotów czy ukryciu wad. Łatwo może się wtedy obrócić przeciwko nam: czasem wychodzi na jaw, a czasem - by do tego nie dopuścić - musimy robić różne uniki i nierzadko dalej brnąć w kłamstwa. W końcu możemy tak się zaplątać, że sami nie wiemy, co jest prawdą, a co kłamstwem.
Bywa, że nie trzeba nic mówić, by skłamać. Wystarczy przemilczeć prawdę. Nigdy tego nie robiliście? Jeśli nie, to pewnie należycie do szlachetnych wyjątków. Takie sytuacje bywają bowiem bardzo kuszące. Pamiętam, jak kiedyś na obozie udało mi się ugotować (dzięki pomocy dobrych duszków) wspaniałą zupę dla 10 osób, ale nalewał ją mój kolega.
- Świetna zupa, Marcin - pochwalił inny kolega.
Marcin na to z wdzięcznym uśmiechem:
- To młode jarzyny, dzięki nim wszystko smakuje lepiej.
Byłem na niego zły, ale właściwie nie było się do czego przyczepić. Przecież nie mówił, że to on ugotował - tyle że było to zrozumiałe samo przez się. Jeszcze trudniej ujawnić fakty, które nas obciążają, kiedy nie ma takiej potrzeby. Jeśli jednak nie sprostujesz szefa, który obwinia kogoś innego za twój błąd, popełniasz poważne przewinienie. Ale czasem lepiej coś przemilczeć. Wyobraźmy sobie, że zdradziłeś(aś) żonę(męża). Był to akt jednorazowy, masz poczucie winy i jesteś pewny, że już nigdy więcej. Czy nie lepiej nic o tym nie mówić?
Bardzo ważne jest jednak, by w tych kłamstwach i kłamstewkach się nie zagubić. A najważniejsze by powiedzieć sobie… Stop! Nie okłamuj siebie!

O kłamstwie można by jeszcze długo. Bo kłamać można na wiele sposobów, na różne tematy i w różnych celach. Kłamać można w słusznej i niesłusznej sprawie. Nie znaczy to jednak, że łatwo tę słuszną sprawę określić. Jeśli uznajemy, że można czasem skłamać w imię ochrony uczuć bliźniego, to czy nie można kłamstwem chronić siebie? Nie wymagamy, żeby nigdy nie pomóc sobie w ten sposób, by móc jakoś wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Ale warto to jednak robić świadomie. Kłamstwo bywa bowiem tak łatwe, że aż niezauważalne dla nas samych. Bez wysiłku i bez ryzyka można podretuszować swój społeczny wizerunek, aby wydać się bardziej odpowiedzialnym, zaangażowanym, rzetelnym, pamiętającym o innych itp. (Taką metodę zdobywania poklasku społecznego stosują prawie wszyscy politycy). Robimy to niemal odruchowo i z takim przekonaniem, że sami wierzymy we własne słowa. W ten sposób nieświadomie okłamujemy siebie. I to jest problem.
Posługując się kłamstwem, nie bierzemy odpowiedzialności za własne czyny i nie stajemy oko w oko z tym, jacy naprawdę jesteśmy.

Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Zwraca się do mnie koleżanka czy kolega z prośbą o pożyczenie pieniędzy. Lubię ją czy jego, ale mam powody do obaw, że nie oddadzą w terminie, chociaż wiem, że są jej czy jemu potrzebne. Mam trochę oszczędności. Leżą sobie spokojnie w jakimś schowku czy na koncie w banku i dają mi poczucie bezpieczeństwa finansowego i są przeznaczone na „czarną godzinę”.
- Tak mi przykro, chętnie bym ci pożyczył, ale mam tylko parę groszy do końca miesiąca.
Ona czy on nalegają albo nie nalegają, ja jednak wychodzę z twarzą z tej sytuacji. Nawet nie musiałem się zastanawiać, kłamstwo szybko przyszło mi z odsieczą. A gdybym nie kłamał? Też musiałabym coś odpowiedzieć:
- Nie pożyczę ci.
- Nie pożyczę ci, bo nie lubię pożyczać. Poproś kogoś innego.
- Przykro mi, ale ci nie pożyczę, bo ci nie ufam.
Te odpowiedzi mogą być różne, ale mają jedną wspólną cechę: odmawiam udzielenia pożyczki i nie próbuję tego usprawiedliwić brakiem pieniędzy. Tylko, że ja wcale nie mam ochoty tak postąpić. I to nie tylko dlatego, że obawiam się utraty ich sympatii. Chyba nawet ważniejsze jest to, że mnie samemu nie podobają się ludzie, którzy nie chcą pomagać innym. Odruchowe kłamstwo pozwoli mi nie zauważyć tego, że do nich należę.
I właśnie to jest pułapka. Kłamię, że nie mogę pożyczyć, bo nie mam pieniędzy, i dalej myślę, że ludzie powinni je sobie pożyczać. Mogę nawet z czystym sumieniem oburzać się na tych, którzy nie pożyczają! Odcinam sobie możliwość zobaczenia, jaki jestem, a przez to i możliwość zmiany. Ostrożnie więc z kłamstwami, które chronią nasz wizerunek. Mogą go ochronić, ale kosztem naszych zmagań, by do tego wizerunku się zbliżać.

Niestety nie da się bezkarnie kłamać. Czasem kłamstwo powoduje, że przeżywamy później różne dylematy i nierzadko mamy po nim “kaca moralnego”. Dajmy więc sobie dwie sekundy więcej na zastanowienie, co chcemy powiedzieć i co przez to osiągnąć, by nasze sumienie nie położyło nas później na „madejowym łożu” rozterek. Przesadzanie w kłamstwie może spowodować, że zostaniemy na nim przyłapani i stracimy wtedy wiarygodność i zaufanie. To cena, którą czasami płacą ludzie za kłamstwo i to niejednokrotnie przez dłuższy czas.
Jednym zdaniem: kłamać źle i nie kłamać też niedobrze. Kierujmy się więc sercem, które nam podpowie jak w danej sytuacji lepiej będzie postąpić, by nikogo nie skrzywdzić i samemu sobie krzywdy nie zrobić.
Zaprawdę powiadam wam, kłamstwo jest niekiedy pożyteczne”. (Fiodor Dostojewski)

Hieronim ŚLIWIŃSKI

Początek strony

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 30-03-2005