logo
Wróć na stronę główną

PROZA

Szkice Ewy
Baśnie Ewy
Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II Opowiedz Anno cz. III Opowiedz Anno cz. IV Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

Baśnie Ewy

Bajka nad bajkami
Moja baśń Ciepło Orlego Nosa Owszem Jabłoń i jabłonki O grzędnym mieszkaniu

Bajka nad bajkami

   Łąka ma łubin i grykę jest pełna trawy uczulona na pszczoły symbioza. Moje królestwo to każdorazowa mowa. Zaproszenie Prawdziwego Nauczyciela. Trzeba postradać zmysły by wiedzieć dosłownie wszystko. Na tym zaprasza krótko wiodły wiersz. Poetą można być tylko versum. Trzeba mieć trzos Książek słowa się popychają. Plącze się mowa. Jak to w trzosie zmieścić pigmenty słów. Palma leży przy sadzawce a ja chodzę do Gimnazjum. Proszę mnie nie kaleczyć. Praca konieczna ukazać światu jego gorycz i załkać i trzepać dywan trzepaczką na trzepaku. I być osóbką. Ależ jestem zbulwersować w klice. Chropawy język nic nie ma wspólnego z wyjściem niedoceniam ziszczonego Piękna. Kompromitować się wzajem Bluzka spływa jak deszcz. Jesteś Kobietą nieetyczne Mały chłopczyk wbity w widła. Muzyka trąca Kryształ. Roztacza barwy i siwieje. Mogłabym się poukładać. Brąz silny. Igliwna przylaszczko. Ewa jest imieniem obowiązkowym. Urągający nerwowo psychicznie chory. Jest Kontener czy to proza czy poezja. Butelki brzdęk. Brzdąc powaga. I trzymam w dwojem Michałki. Jeden Duży drugi mały. Bo dostane palpitacji. Piszę nerwowo to moja dumna miesiąc mając wtręt dzwoneczka. Nie nagabuj mnie. Formaty są z rolki. Niestrawne pokarmy. I będę tworzyć ponad klinicznie to dynia. Fechtować słowa z mojej głowy uczynić szczudło. Ile było ukosów. tyle ile czereśni wdrapuję się pozwólcie mi. śpiew miejscem kadzenia. Znaczek pisanka przyjdzie jutro by się poczęstować foliał i taki Akt jak daj jej resztki. Czy oby się nie mylę ludzie nie zważają na rozsyp mnie. Drganie szybkie nie rozumiem śmieszność. Znaczki szczypce Kolekcjoner marek. Nauczony higieny. Moja miłość Klaser w rękach chłopięcych z żądzy Klaserów nieszczęście On wiedział że czytasz nazwę i liczbę. A chcieliście mnie zepsuć. Filatelista Exlibris.
   Czytać w ręczniku przez głowę ubierana bluzka. Kąpiel nieodzowna. Dlaczego boczę się na fałsz. Bo mnie skancerowano. Ostrze słów jest medykamentem. Prześlepić coś co mi wybrzmiewa broją moje mchy bagatelnie niezaprzestałe słowo ratuj tonę. Letnie boje nie znałam mizerykordii. A to miał być wiersz poetycki Kolonijne Kwaśne mleko i szopa leśna. Sezamki to ubiór orzeszków pestek. Tato ręką sięgał po Kamyczki. Zapustną kieszeń. Bogobojnie spożywam czas klaszcząc do bólu. Ręce trzymam w twarzy Ile trzeba chromać by czas ostygł zdrapał mi Kuzyn Kuzynki flądrę kurczowo trzymałam się lekcji istot bez sumienia. Słowo gwóźdź. Pluralizm. Kwiaty zatrzęsienie ile mają pretensji. Proszę ogrodnik to budzik. Skręcony w słupek rtęci supełek szydło i dratwa. Buty się leczy prostaczo. Bzy są sklejone w triumf Kiście, grona i tryptyk. Chodząca pistacja. Kleryk mieszka dogodnie sprawia celebrę inkantację. Niebo jest zaludnione tylko dla bieganiem postępowym. Urągałkę. Zdania przestrzeni okrągłej motty na motywach. Biegam sukienka mnie otacza. Bledną blade twarze. Tatuś bruździ w mojej ingerencji. Lekarz dziecięcy. Od bawełnianych tupajek Owijaki Księżne. Grajcie pleciem karkołomnie. Jezusowe sadło do tego stopnia do końca jesteście nieuczciwi. Każda strona żąda bluszczu błyskotek swego biwaku przeciągłe pobyty w namiotach. Płoty dreszcze pijące.
   Życie obojga triada.

EWA

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 09-09-2005